Gdańsk to miasto, z którego wywodzi się wielu wybitnych ludzi. Wśród nich znajduje się gimnastyk Alfred Flatow. Został on jednym z najbardziej utytułowanych sportowców pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich. O błyskotliwej karierze i tragicznym końcu tego utalentowanego sportowca opowiadamy w naszym materiale na portalu igdansk.com.
Droga do sportowej elity
3 października 1869 roku w Gdańsku, ówczesnym pruskim Danzig, na świat przyszedł Alfred Flatow. Jego rodzina należała do niemieckich Żydów, którzy byli głęboko zintegrowani z lokalnym społeczeństwem.
Alfred dorastał w środowisku niemieckojęzycznym. Uczęszczał do miejscowych szkół, a od najmłodszych lat pasjonował się aktywnością fizyczną. Jako ośmiolatek zaczął trenować w lokalnym klubie gimnastycznym. Ten krok zaważył na jego całej przyszłości – gimnastyka stała się jego prawdziwym żywiołem. W wieku 18 lat ambitny młodzieniec przeniósł się do Berlina, gdzie od razu wszedł w skład sportowej elity, dołączając do Berlińskiego Związku Gimnastycznego. Talent zawodnika był tak oczywisty, że w 1889 roku doszło do bezprecedensowego wydarzenia. Dwudziestoletni wówczas Alfred został najmłodszym instruktorem gimnastyki w całych Niemczech.

Narodziny olimpijskiej legendy
Pierwsze wielkie międzynarodowe zawody Flatowa odbyły się w 1895 roku podczas festiwalu gimnastycznego we Włoszech. Prawdziwa sława nadeszła jednak rok później. W 1896 roku Alfred, wraz ze swoim kuzynem Gustavem, znalazł się w reprezentacji Niemiec, która wyruszyła do Aten na pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie.
Wynik przeszedł najśmielsze oczekiwania. Flatow zdobył aż 3 złote medale w następujących konkurencjach:
- ćwiczenia drużynowe na poręczach;
- ćwiczenia drużynowe na drążku;
- ćwiczenia indywidualne na poręczach.
Do tej imponującej kolekcji dorzucił również srebro w indywidualnych ćwiczeniach na drążku. Łącznie wywalczył 3 złota i 1 srebro. Niemieccy sportowcy zostali niekwestionowanymi gwiazdami olimpiady. Grecka rodzina królewska wydała na ich cześć wystawną kolację, a kuzyni Flatowowie znaleźli się w zaszczytnym gronie gości honorowych.

Bohater wyjęty spod prawa
Powrót sportowca do ojczyzny powinien być pasmem triumfów, jednak zamiast gratulacji na Alfreda czekał chłodny bojkot. Podczas gdy cały świat oklaskiwał mistrza, kierownictwo niemieckiego związku gimnastycznego (Deutsche Turnerschaft) szykowało odwet. Powód był wręcz absurdalny. Udział w igrzyskach uznano za „działanie antyniemieckie”. Alfred zdobył dla kraju złoto, lecz w oczach działaczy stał się zdrajcą, którego wyrzucono za drzwi rodzimego klubu.
Flatow nie zamierzał się jednak poddawać. Mimo oficjalnej niełaski władz, nie porzucił swojej pasji i kontynuował uprawianie gimnastyki na najwyższym poziomie. Paradoksem tamtych czasów było to, że jeden z najlepszych sportowców w Niemczech oficjalnie miał status wyrzutka. Niestety, ta kuriozalna sytuacja była dopiero pierwszym zwiastunem nadchodzącej tragedii.
Nowa misja Alfreda Flatowa
Kiedy czasy wielkich występów dobiegły końca, Alfred nie zrezygnował ze sportu. Został trenerem, cenionym sędzią i autorytetem teoretycznym, który swoje bogate doświadczenie przelał na strony kilku książek.
W 1903 roku, widząc, jak drzwi klubów sportowych coraz częściej zamykają się przed Żydami, Flatow został współzałożycielem Jüdische Turnerschaft – zrzeszającej żydowskiej organizacji sportowej w Europie. Błyskawicznie stała się ona symbolem oporu i poczucia własnej wartości. W czasach, gdy antysemityzm stawał się w społeczeństwie ponurą normą, Alfred Flatow tworzył przestrzeń, w której sportowcy mogli liczyć na wsparcie i bezpieczeństwo, a nie na upokorzenie. Od tamtej pory sport stał się dla niego narzędziem walki o ludzką godność.

Wygnanie ze świata sportu
W 1933 roku władzę w Niemczech przejęli naziści. Alfred Flatow, żywa legenda niemieckiej gimnastyki, został zmuszony do opuszczenia swojego klubu po 46 latach członkostwa. Totalitarny system bezlitośnie go wymazał, całkowicie ignorując jego zasługi dla kraju.
Jeden z najbardziej wymownych epizodów rozegrał się w 1936 roku. Podczas przygotowań do igrzysk olimpijskich w Berlinie, organizatorzy wysłali zaproszenia do wszystkich niemieckich mistrzów olimpijskich z ubiegłych lat. Flatow wykazał się jednak niezwykłą odwagą: na znak protestu przeciwko nazistowskiemu reżimowi i polityce prześladowań, odrzucił zaproszenie i ostentacyjnie zbojkotował Igrzyska. Nazistowskie Niemcy chętnie próbowały wykorzystać dawną sławę mistrzów do międzynarodowej propagandy, podczas gdy za kulisami tego spektaklu represje przybierały na sile.
W 1938 roku Alfred uświadomił sobie, że jego jedyną szansą na ocalenie jest ucieczka. W ślad za swoim kuzynem Gustavem wyemigrował do Holandii. Sportowiec naiwnie wierzył, że przekroczenie granicy uchroni go przed katastrofą nadciągającą nad Europę.

Tragiczne urodziny
W maju 1940 roku wojska niemieckie zajęły Holandię. Rozpoczęły się koszmarne miesiące życia w nieustannym, paraliżującym strachu. Rodzina Flatowów zmuszona była się ukrywać. Iskra nadziei na ocalenie zgasła ostatecznie 3 października 1942 roku. W dniu swoich 73. urodzin, zamiast życzeń, na Alfreda czekał bydlęcy wagon. Starszy człowiek, który niegdyś przyniósł Niemcom światową sławę, został deportowany do obozu koncentracyjnego Theresienstadt. Nawet usilne prośby wysokich rangą działaczy sportowych, którzy błagali o łaskę dla legendarnego olimpijczyka, rozbiły się o mur okrutnej, nazistowskiej ideologii. Olimpijskie złoto nie miało już absolutnie żadnego znaczenia.
Organizm starszego sportowca nie wytrzymał surowych obozowych warunków. Niespełna trzy miesiące później, 28 grudnia 1942 roku, Alfred Flatow zmarł z głodu i skrajnego wyczerpania za drutami obozu.
Upamiętnienie zapomnianego gimnastyka w Niemczech
Nawet po upadku nazistowskiego reżimu nazwisko Alfreda Flatowa przez całe dziesięciolecia pozostawało w cieniu. Społeczeństwo jakby celowo wymazało z pamięci osiągnięcia sportowca, którego życie z premedytacją zniszczono. Najdobitniej tę zbiorową amnezję obrazuje szokująca sytuacja z 1961 roku. Jak podają historycy, gdy znanego niemieckiego dziennikarza sportowego, Arthura Grixa, zapytano o losy olimpijskiego mistrza, ten odpowiedział z przerażającą obojętnością: „Był Żydem i poszedł zwykłą drogą”. To cyniczne stwierdzenie było wyrokiem nie dla Flatowa, lecz dla całej epoki, która desperacko próbowała zatuszować własne zbrodnie.
Przebudzenie historycznych sumień następowało powoli, ale nieodwracalnie. Od 1981 roku sprawiedliwość zaczęła brać górę. Alfred został pośmiertnie wprowadzony do Międzynarodowej Żydowskiej Galerii Sław Sportu. W 1987 roku Niemiecki Związek Gimnastyczny – ten sam, który przed laty się od niego odwrócił – ustanowił Medal im. Flatowa jako symbol pamięci o prześladowanych atletach. W 1996 roku wizerunki Alfreda i jego kuzyna trafiły na znaczki Deutsche Post. Z kolei w 1997 roku aleja w pobliżu Stadionu Olimpijskiego w Berlinie otrzymała nazwę Flatowallee. Imię wybitnego sportowca, zamordowanego przez III Rzeszę, zostało również na stałe wyryte przy głównej arenie Niemiec.
Miasto, które zapomniało o wybitnym sportowcu
Gdańsk mógłby pękać z dumy, że to właśnie tutaj narodził się uczestnik pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich. Mimo to nazwisko Flatowa pozostaje w jego rodzinnym mieście niemal anonimowe.
Już w 2013 roku Janusz Trupinda, historyk z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, napisał na łamach „Dziennika Bałtyckiego” artykuł o wymownym tytule: „Alfred Flatow – zapomniany olimpijczyk z Gdańska”. Naukowiec podkreślił, że cztery medale gimnastyka na stałe wpisują miasto w olimpijską historię. Zauważył jednak ze smutkiem, że jego nazwisko wciąż rzadko pojawia się w publikacjach o Gdańsku i jego mieszkańcach.
Badania naukowe przeprowadzone w 2019 roku jedynie potwierdziły te przykre wnioski. W ostatnich latach Niemcy zrobiły bardzo wiele, by ocalić pamięć o Flatowie – w przeciwieństwie do Polski. Historycy zgodnie twierdzą, że przedstawiciele władz samorządowych w Gdańsku mogliby podjąć bardziej zdecydowane kroki, by godnie uczcić pamięć tego utalentowanego gimnastyka. Człowiek, który rzucił Ateny na kolana, a zginął w nazistowskim obozie, wciąż czeka na należyte mu miejsce w historii swojego rodzinnego miasta.