Niektóre kluby piłkarskie zdobywają trofeum za trofeum. Inne przez dziesięciolecia żyją wspomnieniem jednego wielkiego meczu. Są jednak i takie drużyny, których losy przypominają gotowy scenariusz filmowy. Ich historia jest pełna głośnych zwycięstw, bolesnych upadków, kryzysów finansowych, dramatycznych powrotów do prestiżowych turniejów i meczów, o których wspomina się przez wiele lat. Potrafią znaleźć się o krok od zniknięcia, spaść do lig półamatorskich, stracić niemal wszystko i znów wrócić tam, gdzie wydawało się, że nie ma już dla nich miejsca. Właśnie o takim klubie piłkarskim, Lechii Gdańsk, opowiemy w tym artykule na portalu igdansk.com.

Drużyna zrodzona w zrujnowanym mieście
W 1945 roku Gdańsk dopiero co przestał być Danzigiem. Miasto wciąż oddychało wojną: wszędzie gruzy, popiół, zmieniane szyldy i ludzie, którzy zaczynali budować nowe życie niemal od zera. W tej atmosferze zrodził się pomysł stworzenia drużyny piłkarskiej. Nie dla rozrywki, ale po to, by znów poczuć normalny rytm życia, w którym są treningi, mecze, rywalizacja z przeciwnikami i wsparcie kibiców.
Tak w 1945 roku powstała drużyna piłkarska o długiej i skomplikowanej oficjalnej nazwie: Klub Sportowy Biura Odbudowy Portów „Baltia”. Potocznie nazywano ją po prostu „Baltią”. Była to pierwsza wersja znanego klubu: garstka zawodników, ograniczone zasoby i boisko, które przypominało raczej skromny plac gry niż pełnoprawny stadion.
W 1946 roku nazwę zespołu postanowiono zmienić na Lechia Gdańsk. Nie był to jednak wariant ostateczny. W latach powojennych kluby sportowe często zmieniały nazwy wraz z transformacjami politycznymi i administracyjnymi. Piłkarska drużyna z Gdańska na krótko otrzymała jeszcze jeden szyld – „Budowlani”. Była to nazwa typowa dla tamtej epoki: prosta, robotnicza, mocno nawiązująca do idei odbudowy kraju.
Dopiero w połowie lat 50. drużyna na stałe stała się „Lechią”. Nazwa, podobnie jak biało-zielone barwy klubowe, była kontynuacją dawnych tradycji piłkarskich, które przywieźli ze sobą przesiedleńcy ze Lwowa. W latach 1903–1939 istniała tam bowiem drużyna o nazwie „Lechia”. Uznaje się ją za starszego brata gdańskiego klubu piłkarskiego.
Pierwsze wyniki meczów z udziałem Lechii Gdańsk były równie niestabilne, jak jej wczesna historia. Piłkarze potrafili wysoko przegrać, by w następnym tygodniu pewnie rozgromić rywala.
Pod koniec lat 40. drużyna awansowała do najwyższej ligi, a w 1956 roku zajęła trzecie miejsce w mistrzostwach Polski. Wydawało się, że klub ugruntował swoją pozycję w gronie najsilniejszych zespołów w kraju, jednak niepowodzenia w kolejnej dekadzie przekreśliły wcześniejsze sukcesy. Drużyna zaczęła gwałtownie tracić pozycję, aż w końcu rozpłynęła się w szarości niższych dywizji. Piłka nożna w Gdańsku jakby zatrzymała się w miejscu: żadnej uwagi prasy, żadnych poważnych wyzwań.
W latach 70. do Lechii dołączył Zdzisław Puszkarz, przez wielu uważany za jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii klubu. Dzięki niemu gdański zespół kilkakrotnie niemal wracał do prestiżowych lig, jednak za każdym razem zatrzymywał się o krok od celu. Drugie miejsce w rozgrywkach nie wystarczało, by wrócić do wielkiego futbolu.

Piłkarski cud roku 1983
Najbardziej niesamowite wydarzenie z udziałem Lechii miało miejsce w polskim futbolu w sezonie 1982/83. Wtedy drużyna grała zaledwie w trzeciej lidze. Klub nie miał wielkich pieniędzy. Składał się głównie z miejscowych, młodych chłopaków, których trenował Jerzy Jastrzębowski.
W tamtym sezonie gdański klub postanowił po prostu spróbować swoich sił w Pucharze Polski. Początkowo nikt nie traktował ich poważnie. Drużyna przeszła jeden etap, potem drugi i niespodziewanie, nawet dla samej siebie, znalazła się w finale.
22 czerwca 1983 roku na stadionie w Piotrkowie Trybunalskim piłkarze Lechii wybiegli na murawę przeciwko drużynie Piasta Gliwice. Krzysztof Górski i Marek Kowalczyk z gdańskiego klubu strzelili po jednym golu. Mecz zakończył się wynikiem 2:1. Lechia zdobyła puchar, odzyskując status jednej z najsilniejszych drużyn w kraju.
Był to pierwszy i, stanem na 2026 rok, jedyny przypadek w Polsce, kiedy krajowe trofeum zdobył klub z trzeciej dywizji. Rekord gdańskiej Lechii utrzymuje się od ponad 40 lat. Aby udowodnić, że zwycięstwo w Pucharze Polski nie było dziełem przypadku, zaledwie kilka tygodni po triumfalnym meczu drużyna pokonała ówczesnego mistrza kraju, Lecha Poznań. W ten sposób piłkarze z Gdańska dołożyli do swojej kolekcji trofeów również Superpuchar.

Święto dla kibiców Lechii, które zepsuł Zbigniew Boniek
Zdobywając Puchar Polski, skromna Lechia otrzymała przepustkę do prestiżowego Pucharu Zdobywców Pucharów. Losowanie okazało się bezlitosne dla klubu z Gdańska. Rywalem Polaków został turyński Juventus – jedna z najpotężniejszych drużyn Europy. W składzie włoskiego giganta grało wówczas sześciu urzędujących mistrzów świata:
- Antonio Cabrini;
- Claudio Gentile;
- Marco Tardelli;
- Gaetano Scirea;
- Paolo Rossi;
- Michel Platini.
A ponadto w „Juve” występował wówczas polski piłkarz, Zbigniew Boniek.
Komentując szanse swoich rodaków w meczu, rzucił ironicznie:
„Jak spadać, to z dobrego konia”.
Pierwsze spotkanie w Turynie zakończyło się dla polskiego klubu spodziewanym pogromem – 0:7 na korzyść Juventusu. Jednak w Gdańsku nikt nie załamywał rąk. Miasto żyło w oczekiwaniu na piłkarskie święto.
Mecz rewanżowy odbył się 28 września 1983 roku na stadionie przy ulicy Traugutta. Trybuny pękały w szwach. Spotkanie przyszło obejrzeć około 40 tysięcy widzów. Mimo obecności ogromnych sił milicji, polskim działaczom udało się wprowadzić na stadion niedawno zwolnionego lidera opozycji, Lecha Wałęsę. Kiedy polityk zajął swoje miejsce, wielotysięczny tłum w jednym porywie zaczął skandować jego imię.
Widać było, że emocje z trybun udzieliły się piłkarzom. To, co działo się na boisku, urosło do rangi sensacji. Lechia podjęła niesamowitą walkę z europejskim gigantem:
- w 51. minucie Marek Kowalczyk strzelił gola i wyrównał stan meczu (1:1);
- w 63. minucie Jerzy Kruszczyński wykorzystał rzut karny, wyprowadzając Polaków na prowadzenie (2:1).
Przez 14 minut kibice Lechii świętowali prowadzenie swojej ukochanej drużyny w starciu z potężnym Juventusem.
Niestety, ostatecznie do sensacji nie doszło. W 77. minucie Włosi wyrównali. A w 83. minucie kropkę nad „i” w tym meczu postawił polski gracz Juventusu, Zbigniew Boniek, strzelając decydującą bramkę. Wycieńczona drużyna z Gdańska nie miała już sił na odpowiedź, dlatego spotkanie zakończyło się zwycięstwem włoskiego klubu (2:3).
Mimo porażki, tamten sezon okazał się historyczny dla obu drużyn. Juventus wygrał zarówno Puchar Zdobywców Pucharów, jak i mistrzostwo Włoch. Z kolei bohaterska Lechia triumfalnie awansowała do najwyższej polskiej klasy rozgrywkowej.

Odrodzenie klubu piłkarskiego
Lata dziewięćdziesiąte przygotowały dla Lechii trudne próby. Kryzysy finansowe i spadki do niższych lig, które czasami przeplatały się z krótkotrwałymi powrotami, całkowicie wycieńczyły zespół. W 2001 roku klub faktycznie się rozpadł. Drużyna musiała zaczynać swoją drogę od samego dna – od szóstej ligi (A-klasy).
Większość drużyn w takich okolicznościach przestaje istnieć. Jednak gdańska Lechia się nie poddała. W przezwyciężeniu trudności najbardziej pomogli kibice. Nie odwrócili się od klubu:
- masowo chodzili na mecze w szóstej lidze;
- kupowali bilety;
- głośno wspierali piłkarzy z trybun.
Długo wyczekiwany powrót na piłkarski szczyt był powolny. W drodze do sukcesu miało miejsce kilka znaczących wydarzeń.
W 2011 roku Lechia zyskała nowy dom. Drużyna przeniosła się na nowoczesny stadion Polsat Plus Arena Gdańsk, wybudowany specjalnie na Euro 2012. Obiekt mógł pomieścić ponad 41 tysięcy widzów.
W 2019 roku zespół po raz kolejny wygrał Puchar Polski, a także zdobył brązowe medale mistrzostw kraju. To wydarzenie niczym wehikuł czasu przeniosło klub do chwalebnego roku 1983.
Pomimo trudności, drużyna nieustannie wychowywała nowe talenty. To właśnie w akademii Lechii swoje pierwsze kroki stawiał reprezentant Polski, Przemysław Frankowski.
Symbolem epoki odrodzonego klubu stał się Portugalczyk Flávio Paixão. Strzelając ponad 80 goli w Ekstraklasie, na zawsze wpisał swoje nazwisko w historię drużyny i został ulubieńcem gdańskich trybun.

Lechia Gdańsk nigdy nie była klubem cieszącym się stabilnym pasmem sukcesów. Jej historia to nieustanne wzloty i upadki. W jednej chwili drużyna potrafi stworzyć coś niesamowitego, a w następnej – upaść tak nisko, że wydaje się, iż powrotu już nie będzie. Jednak za każdym razem klub się podnosi. Jego niezłomność doskonale oddaje charakter samego Gdańska – miasta, które nieraz udowodniło, że nawet po najcięższych czasach można zacząć wszystko od nowa.